poniedziałek, 2 stycznia 2017

Warsaw Moto Show 2016

Pierwszy wpis w 2017 r. poświęcam zdjęciom, które powstały jeszcze w ubiegłym roku. Pora na kadry z wystawy "Warsaw Moto Show 2016", która odbyła się w listopadzie w Nadarzynie. Podobnie jak w przypadku poprzednich edycji była to bardzo obszerna wystawa z autami klasycznymi i współczesnymi. Nie ukrywam, że również tym razem kilka aut zatrzymało mnie na dłużej. Jednym z nich było czerwone Lamborghini Diablo, które otwiera foto-relację.


















niedziela, 11 grudnia 2016

512 TR

Na początku października br. przechodziłem obok warszawskiego salonu Ferrari i zobaczyłem, że wewnątrz stoi model 512 TR. Serducho zabiło mi szybciej na widok tego samochodu. Nic dziwnego. Urodziłem się w 1981 r. i siłą rzeczy w wieku kilkunastu lat fascynował mnie ten model Ferrari. Zresztą było to moje ulubione auto w grze komputerowej z 1994 r. pod tytułem "Road & Track Presents: The Need for Speed", firmy Electronic Arts. Do dzisiaj mam też model tego samochodu w skali 1:18 od firmy Kyosho. Stara miłość nie rdzewieje i tym samym postanowiłem wrócić wieczorem pod salon i zrobić kilka zdjęć tego klasycznego Ferrari, które w moim odczuciu pomimo upływu lat prezentuje się nadal olśniewająco.


Zanim przejdę do prezentacji pozostałych kadrów, kilka słów na temat historii 512 TR. W 1987 r., a więc trzy lata po wprowadzeniu na rynek modelu testarossa, Ferrari rozpoczęło prace nad jego następcą, modelem 512 TR. Nazwa 512 TR oznacza pięć litrów pojemności silnika, który jest wyposażony w dwanaście cylindrów, natomiast skrót TR nawiązuje do nazwy poprzednika, czyli modelu testarossa. Wiele osób sądzi, że 512 TR jest autem bliźniaczym do testarossy, a to przede wszystkim za sprawą zbliżonego wyglądu obydwu modeli. W rzeczywistości obydwa auta dzielą wręcz setki zmian, które dotyczą przede wszystkim jednostki napędowej i wnętrza samochodu. Zmiany te są na tyle istotne, że 512 TR powinno być postrzegane jako nowy model z dwunastocylindrowym silnikiem o kącie rozwarcia cylindrów wynoszącym 180 stopni (tzw. "płaska dwunastka"), a nie jako facelift testarossy. W dość zgrabny sposób różnice pomiędzy obydwoma modelami opisali David Sparrow i Iain Ayre w książce "Ferrari 512 TR", którą kupiłem w 1994 r., a więc jeszcze przed denominacją złotego, za całe 430 tys. zł. Skan okładki poniżej.


Ferrari 512 TR zostało zaprezentowane po raz pierwszy ograniczonej grupie dziennikarzy w dniu 13 listopada 1991 r. w Maranello. W tym samym miesiącu samochód zaprezentowano także wybranym dilerom i właścicielom Ferrari w Monako. Oficjalna prezentacja 512 TR miała miejsce 2 stycznia 1992 r. podczas salonu samochodowego w Los Angeles. Europejska premiera odbyła się natomiast 14 stycznia 1992 r. podczas Motorshow w Brukseli. Produkcja 512 TR rozpoczęła się wcześniej niż premiera samochodu w Stanach Zjednoczonych, bo już w kwietniu 1991 r. Z kolei pierwsze samochody, głównie wersje na rynek amerykański, trafiły do szczęśliwych klientów już w grudniu 1991 r. W latach 1991-1994 wyprodukowano łącznie 2261 egzemplarzy modelu 512 TR, z czego 408 samochodów było przeznaczonych na rynki w Ameryce Północnej. Tym samym ilość wyprodukowanych egzemplarzy 512 TR była zdecydowanie mniejsza niż w przypadku testarossy (7177 egzemplarzy) i jednocześnie zdecydowanie większa niż w przypadku modelu F512 M (501 egzemplarzy), który w połowie lat ’90 XX w. zastąpił 512 TR. Poniżej zamieszczam kilka danych technicznych Ferrari 512 TR w specyfikacji europejskiej.

Kod fabryczny jednostki napędowej: F113D040
Typ jednostki napędowej: V12 o 180-stopniowym kącie rozwarcia cylindrów ("Flat 12")
Typ wtrysku paliwa: Bosch Motronic M2.7
Pojemność: 4943 cm^3
Moc: 428 KM przy 6750 obr/min
Moment obrotowy: 491 Nm przy 5500 obr/min
Stopień sprężania: 10,0:1
Masa własna pojazdu: 1473 kg
Przyspieszenie 0-100 km/h: 4,8 s
Prędkość maksymalna: 313,8 km/h

Pora na pozostałe kadry 512 TR w warszawskim salonie Ferrari. Zjawiskowy samochód o ponadczasowej linii autorstwa studia Pininfarina.






piątek, 9 grudnia 2016

OM-2 SP - drugie podejście

W październiku br. kupiłem Olympusa OM-2 Spot/Program. Jest to drugi egzemplarz tego aparatu w moich rękach. Poprzedni dokonał żywota w 2014 r. wraz z awarią światłomierza. Był on jednocześnie moją pierwszą lustrzanką na kliszę, która spowodowała, że wsiąkłem w temat fotografii analogowej. Od tamtego czasu używałem głównie Olympusa OM-4, którego nadal posiadam i bardzo cenię. Niemniej jednak widząc, że OM-2 SP czeka na nowego właściciela nie mogłem się długo zastanawiać. To po prostu świetny aparat i trzeba go mieć :-) Poniżej zamieszczam wybrane zdjęcia wykonane nową zabawką, która działa bez zarzutu. W użyciu obiektyw Olympus F.Zuiko AUTO-S 50 mm f/1.8 oraz klisza Kodak Color Plus 200. Cóż... czuję się jakbym spotkał starego przyjaciela :-)